Ararat
Minął już tydzień od chwili naszej "wycofki" spod Araratu. Oj, nie mamy z Piotrkiem szczęścia do pogody w wysokich górach. Trzeba jechać w nasze taterki, o tej porze pogoda gwarantowana. A jak za bardzo sypnie śniegiem, to w 2 godziny jesteśmy w domku.
Wciąż się zastanawiam jakby to było, gdyby to inne okoliczności, a przede wszystkim własna słabość, były przyczyną niepowodzenia. Uczucie bezsilności, kiedy nie ma się wpływu na sytuację, nie należy do przyjemnych. No cóż, jak mantrę powtarzam sobie: zawsze szczytami chodził nie będziesz.
Za to bardzo dużo zobaczyliśmy i sporo dowiedzieliśmy się o Turcji, a szczególnie o Kurdystanie.
I udało się zrobić kilka zdjęć, choć nie jestem z nich zbyt zadowolony. Poniżej nasze koniki (konik-mix) w Obozie I.
Relacja z wyjazdu na stronie www.ararat2011.blogspot.com.
Wciąż się zastanawiam jakby to było, gdyby to inne okoliczności, a przede wszystkim własna słabość, były przyczyną niepowodzenia. Uczucie bezsilności, kiedy nie ma się wpływu na sytuację, nie należy do przyjemnych. No cóż, jak mantrę powtarzam sobie: zawsze szczytami chodził nie będziesz.
Za to bardzo dużo zobaczyliśmy i sporo dowiedzieliśmy się o Turcji, a szczególnie o Kurdystanie.
I udało się zrobić kilka zdjęć, choć nie jestem z nich zbyt zadowolony. Poniżej nasze koniki (konik-mix) w Obozie I.
Relacja z wyjazdu na stronie www.ararat2011.blogspot.com.
